about us about us poniedziałek, 16 września 2019
Wyprawy wędkarskie



CZARNIAKI JAK ŁOSOSIE
(reportaż autorstwa Jaceka Kolendowicza ukazał się w "Wędkarskim Świecie" Nr 11/2005)

Oto jego fragment:

Prawie same dwucyfrówki

Dryf jest wyraźnie wyczuwalny, fala średnia, a głębokość duża, więc na moim marlinowym sprzęcie opuszczam do dna 500-gramowy norweski pilker z polerowanej nierdzewki. Uniesienie przynęty z dna i od razu zaczep. Zaczep, który próbuje zabrać mi wędkę. Przez kilkadziesiąt sekund trwa przeciąganie liny. Wykorzystuję w tym pojedynku całą swoją siłę i pełną moc sprzętu. Wreszcie udaje mi się przejąć inicjatywę i potężny, żywy ciężar wolniutko zaczyna wędrować ku górze. Nie jest mi łatwo, bo fale rzucają kutrem w górę i w dół. Błogosławię chwilę, w której zdecydowałem się na bardzo krótki i sztywny marlinowy kij (wygięty teraz od rękojeści) i multiplikator z wielką korbą. Po dziesięciu minutach zaliczam dorsza 16 kg.
Moi koledzy, łowiący lżejszym sprzętem, mają poważne problemy z podnoszeniem ogromnych ryb z dużej głębokości. Tu biorą prawie same dwucyfrówki!!! Maciek walczy w pocie czoła z olbrzymem, którego szyper ocenia na 18 - 20 kg, ale w ostatniej chwili pęka zbyt cienka plecionka. Minutę później Rafał długo, ale skutecznie holuje dorsza 14 kg. Szybko robię mu parę zdjęć i przed zmianą łowiska zdążam jeszcze wyciągnąć rybę o podobnej wielkości, ale potem muszę odpocząć, bo już nie czuję rąk.
Na nowym miejscu szyper znów mnie zadziwia:
- 110 metrów, rdzawce, dowiążcie przywieszki, bo na to lepiej biorą niż na pilkery. Czyżby czytał z echosondy gatunek ryb? To przecież niemożliwe! A do żadnych przywieszek nie dam się w Norwegii namówić, bo bym się nie ogonił od małych czarniaków.
- E tam, jakieś małe rdzawce! Lepiej wróćmy na duże dorsze. - grymasi Piotr. W ciągu parunastu minut wyciąga jednak kilka dużych rdzawców, w tym rybę ważącą aż 7 kg (której mu do dzisiaj zazdroszczę...). Rdzawce dobrze biorą na pilkery - jak poprzednio dorsze - same duże, powyżej 4 kg. Dochodzę do 6 kg i... musimy płynąć dalej.
Kolejne miejsce i kolejne brania: duże dorsze na przemian z 2 - 4-kilogramowymi brosmami. Dorszowata brosma, zwana też miętusem morskim, rzeczywiście jest bardzo podobna do naszego miętusa, tyle że znacznie grubsza, potężniejsza.
Jasna noc polarna dobiega końca. Pomarańczowy horyzont z szarogranatową, piłokształtną linią Lofotów przybiera coraz jaśniejsze, pastelowe barwy. Śmiertelnie zmęczeni wracamy do bazy. Czuję ćmiący ból w prawym barku - ślad dawnej siatkarskiej kontuzji, która przypomniała o sobie podczas zapasów z morskimi olbrzymami. Myślę o miękkim łóżku - to typowy objaw lekkiego przesytu rybami (co mi się niezmiernie rzadko zdarza). Szyper niezwykle szybko sprawia złowione ryby, a ich wnętrzności i łby wyrzuca za burtę. Momentalnie pojawia się mnóstwo mew, które długo eskortują nasz kuter, z potwornym wrzaskiem bijąc się o łupy. W morzu nic się nie marnuje.
- Za chwilę zjawią się orły morskie. - twierdzi szyper.
Jak na zamówienie, dwa wielkie, królewskie ptaki majestatycznie podrywają się z jednej ze skalistych wysepek, którą właśnie mijamy, i lotem koszącym tuż nad powierzchnią wody próbują przebić się przez tłum mew, aby dostać się do rybich szczątków. Po kilku nieudanych próbach jeden z orłów wreszcie chwyta w swe potężne szpony wielki łeb dorsza i para odlatuje na skały. Potem te szlachetne ptaki pojawiają się jeszcze kilka razy, ale nie towarzyszą nam zbyt długo, bo zostają szybko przepędzone przez hordę pospolitych, skrzydlatych huliganów.

Aby przeczytać cały artykuł zaloguj się w klubie Eventur Fishing lub zamów w redakcji archiwalny egzemplarz Wędkarskiego Świata.



Turystyka wędkarska Wędkarstwo w Szwecji Mapa strony © Copyright by Eventur Fishing 2003-2007 Wyprawy wędkarskie Wyjazdy wędkarskie
Created by domelon