about us about us czwartek, 21 listopada 2019
Wyprawy wędkarskie



WYPRAWA PO 2 SUMY
(reportaż autorstwa Marka Szymańskiego ukazał się w "Wędkarskim Świecie" Nr 10/2004)
Wędkarski Świat

Oto jego fragment:

180 kg na pokładzie

Trzeciego dnia chcemy trochę odpocząć od węgorzy, bojek i kalmarów, i nową, smukłą łodzią ruszamy na trollingowe "co nie co". Po kwadransie jestem przekonany, że małe Po zostało... wykopane na zamówienie trollingowców. Kilkusetmetrowe odcinki płytkiej, 2-3-m wody przedzielone są 200-300-metrowymi rynnami o głębokości 4,5 - 7 m z sąsiadującymi z nimi dołkami o głębokości do 10 m. Najgłębszy i bardzo rozległy dół opanowany przez żywczarzy miał 18 metrów. Ze względu na ograniczony czas trolujemy tylko w tych najgłębszych rynnach.
Kilka kilometrów od przystani, w Ariano, małe Po przecinają dwa mosty. Serce zaczyna mi bić szybciej, gdyż wiem, że wszelkie tego typu budowle są lubiane przez sumy. Poza tym gdy poprzedniej nocy wracaliśmy z Otto z sumowej nocki, właśnie tutaj widać było najwięcej drobnicy.
200 m powyżej pierwszego mostu zaczyna się piękna 7-metrowa rynna - płyniemy z prądem, starając się trzymać głównego koryta. Gdy wchodzimy pod most, na ekranie sondy widać ciekawy uskok do 9 metrów, później wypłycenie do 6 i znów spadek do 10 m. I właśnie gdy wpływaliśmy łodzią na drugi spadek, o mało nie ogłuchłem od ryku Maćka. Jego wędkarskie "Jest!" było najgłośniejszym, jakie w życiu słyszałem. I choć nie przepadam na ogół za sytuacjami, w których inni na łodzi łowią, a ja nie, to tym razem czułem, jak spadający z serca kamień wali o pokład łodzi. W końcu zaproszono mnie tu, bym pokazał, jak się łowi sumy, i "oto bez Otto" Maciek zacina rybę, łowiąc wybraną przeze mnie metodą i z prowadzonej przeze mnie łodzi. Czuję się trochę jak pół przewodnika, a dla przewodnika każda złowiona przez ekipę ryba ma podwójną wartość. Tak jak zwykle trudno ocenić wielkość suma w pierwszych minutach holu, to tym razem nie mam wątpliwości, że ryba jest duża, pomimo że sprzęt Maćka jest zaledwie "półsumowy". Baitrunnera 5000 i plecionkę 0,28 mm można bowiem porównać do "pół litra na trzech", czyli ani to na sandacza, ani na suma. Ale na szczęście z łodzi taki sprzęt pozwala na więcej niż z brzegu.
Manewruję łodzią tak, by mieć suma możliwie blisko, ale powyżej łodzi, jednak ten nie bardzo daje się ściągnąć z prądem. Strofuję Maćka za zbyt delikatny hol - blisko są mosty i jakaś przystań. Boję się, że ryba w coś wpłynie i będzie po zawodach. Przejmuję na chwilę wędzisko, pokazując Maćkowi, na czym polega sumowy hol. W tym momencie odkleja się korkowy dolnik od blanku. Pośpiesznie oddaję wędzisko, co by nie było na mnie, tym bardziej, że ryba walczy z jakąś niespotykaną dotychczas mocą - boję się, że coś strzeli i Maciek wyrzuci mnie za burtę.
Gdy w pierwszych minutach holu Paweł spytał mnie, ile ten sum może mieć, odpowiedziałem, że 30 na pewno, ale co powyżej, to powiem, jak go zobaczę. No i zobaczyłem. Po 40 minutach holu Maciek podciągnął do powierzchni coś, czego się przestraszyłem. W jednej sekundzie szlag trafił cały ustalony przez dziesiątki podebrań w Polsce plan lądowania suma, gdyż wiedziałem, że przy swoich 60 kilogramach czegoś takiego po prostu nie wrzucę gołymi rękami do łodzi. Sytuację pogarszał brak w tym miejscu wygodnego brzegu, na który można byłoby wyciągnąć tego potwora. Ale coś jednak trzeba było zrobić, tym bardziej, że ryba miała wyraźnie dość, ale nie wiadomo na jak długo. Poza tym na moście zgromadziła się taka liczba gapiów, że szczęśliwe wyholowanie suma stało się sprawą honoru biało-czerwonej ekipy. Dobiłem do brzegu i złapałem suma pod płetwy piersiowe. Z trudem odpędziłem myśl, co będzie jeśli wąsatemu przyjdzie nagle ochota do dalszej walki. Niestety, jedno co mogłem, to trzymać suma w objęciach, gdyż ryba była za wielka, bym mógł z nią cokolwiek zrobić. Dopiero we dwóch z Maćkiem - wspomagani jeszcze przez Pawła - wtaszczyliśmy rybkę do łodzi.
Nie dość, że bestia była monstrualna, to jeszcze miała nieznane mi proporcje. Już wcześniej dziwiłem się, że ryby z Po są szerokie jak szafy. Największy sum Otto przy długości 230 cm ważył 95 kg. Rekord kampu 244 cm ważył 120 kilogramów. W tej temperaturze sezon żerowania sumów trwa tu 9 miesięcy, a na tłustej diecie złożonej z karpi i cefali, których są tu miliony, wąsate szybciej tyją niż rosną.
Nie mamy czym zważyć ryby. Ściągnięcie tu Otto nie wchodzi w grę, bo jest za gorąco i chcemy jak najszybciej uwolnić suma, żeby nam nie wykorkował. Mierzymy go metrową miarką Pawła i wyciągamy średnią z trzech pomiarów - 237 cm. Maciek zachowuje się tak, jak zachowuje się każdy normalny facet po złowieniu 100-kilogramowej ryby, czyli jak wariat. Śmieje się, krzyczy, płacze i nie wierzy w rybę, którą widzi. Ja natomiast wiem, że dalsze łowienie nie ma sensu, gdyż koleś już "pozamiatał" imprezę. Pierwszy jego sum na spinning i od razu rekord, za którym najlepsi przewodnicy pływają tu latami... W wędkarstwie nie ma sprawiedliwości...
Szybko robimy zdjęcia, choć fotografii z taką rybą nie da się zrobić zbyt szybko. Przy okazji dociera do mnie, dlaczego wielkie ryby z Ebro, Ilii, Wołgi czy Po, zawsze fotografowane są w wodzie. Do tej pory zastanawiałem się, jaką przyjemność znajdują dorośli faceci w taplaniu się w mieszaninie błota i sumowego śluzu. Teraz już wiem, że takiej ryby po prostu nie da się podnieść na brzegu, jeśli nie chcemy jej zamordować. A poza Polską takich ryb się nie morduje. Wypuszczamy naszą zdobycz... przepraszam Maćka zdobycz, ale tak już jest w sumowym wędkarstwie, że złowienie dużej ryby jest zawsze sukcesem zespołu. Tu wszyscy mają co robić i błąd każdego z członków załogi może doprowadzić do straty suma. Tutaj tego błędu nie było.


Aby przeczytać cały artykuł zaloguj się w klubie Eventur Fishing lub zamów w redakcji archiwalny egzemplarz Wędkarskiego Świata.



Turystyka wędkarska Wędkarstwo w Szwecji Mapa strony © Copyright by Eventur Fishing 2003-2007 Wyprawy wędkarskie Wyjazdy wędkarskie
Created by domelon