about us about us czwartek, 21 listopada 2019
Wyprawy wędkarskie



PIĘKNA DOLLY I MISIE (CZ. 2)
(reportaż ukazał się w "Wędkarskim Świecie" Nr 01/2006)

Oto jego fragment:

Oto druga część przygód naszych stałych współpracowników - Piotra Motyki i Maćka Rogowieckiego, w Jukonie. Tym razem opowieść zaczyna się niezwykle ciekawie - od randki z piękną Dolly...

Najprawdziwsze złoto

JukonWreszcie jesteśmy na miejscu. To niewielka, spokojna płań nazywana przez Thomasa "pool-em", czyli basenem, o długości ok. 30 metrów i szerokości 15. Za nią spieniona, dość łagodnie opadająca kaskada. Tutaj łososie zatrzymują się na kilka chwil odpoczynku w wędrówce do miejsca przeznaczenia. W tym miejscu też lubią zaczaić się na nie zgłodniałe misie. Ale dziś ten cudowny zakątek świata jest w naszym władaniu. Niedźwiedzie, słysząc ludzkie głosy, trzymają się co najmniej kilkadziesiąt metrów od nas. Nie widzimy ich, ale są. Przynajmniej tak twierdzi Thomas. A więc znów przygoda dla prawdziwych mężczyzn.
Poniżej płani wartka, płytka prostka ze sporymi głazami. Stoimy na skraju lasu. Przeciwległy brzeg wieńczy niemal pionowa ściana o wysokości kilkudziesięciu metrów. Po ścianą główny nurt wymywa głęboką rynnę. Woda kryształowo czysta. Pitna. Na dnie w drobnym piasku pobłyskują żółtawe drobinki dziwnie znajomego metalu. Tak, to złoto! A więc kraina słynnej gorączki z początku XX wieku dalej w nie obfituje. Miejsce jest odludne, być może wydobywcy nigdy tu nie dotarli. Biorę garść złotonośnego piasku do ręki. Małe płateczki są mikroskopijnej grubości. Aby dorobić się tu majątku, musiałbym płukać piasek chyba ze 300 lat!
JukonWracamy do łososi. Thomas wypatruje w polaroidach kilka sztuk stojących w "poolu". A więc najważniejsze, że są. Piękne, malinowe torpedy. Szybko montuje nam specjalne zestawy. Wędki są mocne, o masie wyrzutu 70-80 g. Żyłki od 0,35 do 0,50 mm. Na żyłce styropianowy spławik o kształcie długiego, wąskiego walca. Pod spławikiem spora ołowiana oliwka, wreszcie na końcu zestawu wielkich rozmiarów mucha z włóczki uzbrojona w pojedynczy, bezzadziorowy hak. Na tym łowisku dozwolona jest tylko sztuczna mucha, ale można ją dowolnie dociążać na żyłce.
Zaczynamy łowienie. Na tym małym odcinku będziemy się wymieniać - jednocześnie wędkuje dwóch, góra trzech. Taktyka polega na takim prowadzeniu muchy, aby przepływała jak najbliżej pyska łososia. Próby można ponawiać wielokrotnie, ale za którymś z kolei razem ryba nie wytrzyma i chwyci włóczkę pyskiem. Zasygnalizuje to zniknięcie muchy z oczu lub zatrzymanie się spławika w nurcie. Należy wówczas natychmiast energicznie ciąć. Takie wzrokowe łowienie ryb to dla nas coś nowego. Frajda i emocje są wielkie.

Coś nie tak...

JukonPierwszy zacina rybę Maciek. Inaczej być nie mogło. Jego gromkie "jeeest!" podrywa odpoczywającą na brzegu grupkę na nogi. Cieszymy się, ale i zazdrościmy. Nie ma co ukrywać: king to skryte marzenie każdego z nas. Ale Maciek już nas przyzwyczaił do niebywałego farta. Poza tym to znakomity wędkarz. Zazwyczaj nie ma na niego siły. Thomas natychmiast staje na końcu "pool'u", odpędzając walczącą rybę od wartkiej, kamienistej prostki. Jak pójdzie w dół, to po niej. Maciek zbladł, pot perli mu się na czole. Skupiony niebywale. W oczach widać obawę, czy da radę. To dziwne. Miał już przecież w życiu i 100-kilogramowego suma, i 14-kilogramowego dorsza, i wielkiego szwedzkiego szczupaka. Ale ten king to jednak coś wyjątkowego. Odległe, nierealne marzenie staje się rzeczywistością. Ryba jest duża, piękna. Silna i nieustępliwa. Kilka razy efektownie wyskakuje ponad lustro wody.
Po ok. 15 minutach Maciek zaczyna z mozołem podciągać kinga do siebie. Nagle żyłka wiotczeje, a on krzyczy z wyrazem przerażenia na twarzy: - Zszedł! Nie zdążyliśmy nawet zareagować, a nastrój Maćka zmienia się diametralnie. Syczy z radością przez zęby: - Nie, jest! Ryba w przedziwny sposób odzyskuje siły. Odjeżdża w nurt i walka rozpoczyna się od nowa. Łosoś jest jakby coraz silniejszy, nie daje się kompletnie odciągnąć od pogranicza głębokiej rynny. Kilka razy schodzi w dół, a na koniec podejmuje jeszcze jedną, ostatnią próbę ucieczki - tym razem w górę. Ale Maciek coraz wyraźniej wygrywa. Po kolejnych 20 minutach podciąga kinga na płyciznę, a Thomas szybkim ruchem podbiera go za ogon. Z konsternacją odnotowujemy, że ryba ma wbity hak właśnie w tę część ciała. Coś nie tak. Przecież wcześniej, podczas wyskoku widzieliśmy, że ma przynętę w pysku. Jednak po krótkim zastanowieniu wszystko zaczyna się nam układać w zabawną całość. Pierwsza ryba spięła mu się w holu, ale natychmiast zaciął za ogon następną. To wprost niebywała historia! Kingów jest w tej chwili w naszym łowisku 4-5 sztuk, a nie setki. Podpięcie za ogon nie jest więc wielce prawdopodobne. Ten king ma 12 kg. Jest w barwach godowych. Po krótkiej sesji zdjęciowej wraca do wody.

Tekst i fot. Piotr Motyka

Aby przeczytać cały artykuł zamów w redakcji archiwalny egzemplarz Wędkarskiego Świata.



Turystyka wędkarska Wędkarstwo w Szwecji Mapa strony © Copyright by Eventur Fishing 2003-2007 Wyprawy wędkarskie Wyjazdy wędkarskie
Created by domelon